Pieczone żaby, ślimaki i dżdżownice nawet w pewnych europejskich krajach uchodzą za specjalnie smaczne kąski. Przyzwyczajone do ciężkich tłuszczów żołądki Eskimosów trawią nawet mydło i świece, które uchodzą tam za delikatne przysmaki. Chińczycy nie znoszą mleka, za to cenią zgniłe jajka. Niektóre dzikie plemiona jedzą mięso tylko zgniłe; nie dziwmy się: to nie trucizna — i w naszym jelicie grubym odbywają się procesy gnicia, i nasz organizm musi z tym walczyć. A zapach takiego jedzenia — cóż — to właśnie kwestia stereotypu. Tak samo kwestią stereotypu jest, czy pijemy herbatę słodką czy bez cukru, czy solimy jajka i pomidory, czy jadamy sałatę ze śmietaną czy z olejem.

Organizm musi otrzymać potrzebne mu składniki, lecz wygląd, smak i zapach potraw to już wyłącznie kwestie obyczaju, a więc stereotypu, który decyduje również o wydzielaniu odpowiednich soków trawiennych. Swego czasu — z powodu braku mleka — w Pekinie zaczęto karmić niemowlęta wyciągiem z soi zawierającym mniej więcej te same składniki co mleko. „Jest to najwstrętniejszy napój, jaki sobie można wyobrazić — pisze o tym Heiser, amerykański lekarz higienista — mimo to dzieci wychowane na tym obrzydliwym pokarmie pochłaniały go chciwie, a gdy dostarczono im świeże i doskonałe mleko krowie, wypluwały je ze wstrętem”.